Czarne dni małej Sally

Ojciec zamordował nie tylko moje dzieciństwo. Unicestwił także kobietę, którą mogłam się stać. Pozostawiona samej sobie przez chorą matkę, dziewczynka skazana jest na ojca…
Nasz dom był miejscem, gdzie po krzykach następowały wrzaski i gdzie stale było słychać stłumiony szloch. Ojciec rzadko starał się ukryć zniecierpliwienie, kiedy stawał oko w oko z tym, co jego zdaniem było wyimaginowaną chorobą mamy. Jakże często słyszałam jego krzyk: „No weź się w garść!” Ale mijały całe dnie, zanim była w stanie to zrobić… W dobre dni mama Sally uśmiecha się ciepło i rozczesuje jasne włosy córeczki. W czarne dni płacze albo leży nieruchomo w łóżku, albo odwraca się twarzą do ściany. Jest obojętna na wszystko. Depresja odbiera tej pięknej młodej kobiecie wolę życia. W czarne dni córeczką zajmuje się tatuś… Sally ma trzy lata, kiedy tatuś po raz pierwszy dotyka ją podczas kąpieli. Dziewczynka nie ma oparcia w matce, pogrążającej się w depresji, obojętnej na wszystko, nawet na cierpienie własnego dziecka. Sally jest zupełnie sama – z tatusiem, który zmusza ją do coraz straszniejszych rzeczy. A ona wciąż ma nadzieję, że mama przyjdzie jej z pomocą. Ta nadzieja umiera wraz ze śmiercią matki. Teraz ojciec jest bezkarny. Dla sześcioletniej Sally zaczyna się koszmar, który naznaczy jej życie na zawsze… Przeżyta trauma nie pozwalała dorosłej Sally zbudować trwałych związków. Musiało minąć wiele lat, zanim znajdzie szczęście i miłość.

Nota wydawcy