Pierwsza osoba liczby mnogiej

„Jakim cudem ja w tym wszystkim wylądowałam? Jeszcze parę miesięcy temu zamartwiałam się, dlaczego Eryk mnie porzucił, i co mam robić ze sobą w życiu. Zwyczajne, niewyszukane problemy singielki. Teraz miałam wrażenie, że wdepnęłam wprost do serialu, gdzie nadgorliwy scenarzysta obdarował mnie, co prawda, namiętnym narzeczonym z odzysku, ale w promocji dorzucił jeszcze samo życie, jego byłą, piękną żonę eks, jego dziecko nastoletnie, czyli pasierba poniekąd, oraz założył odgórnie, że się z tym wszystkim śpiewająco, z uśmiechem na ustach, w dojrzały sposób i z wdziękiem uporam.  Żeby było jeszcze ciekawiej, mój narzeczony to nie mógł być taki sobie zwykły, odszukany po latach ukochany z podstawówki, na przykład dobrze prosperujący deweloper-romantyk, porzucony przez snobistyczną żonę-materialistkę, któremu wystarczyłoby, jak każdemu normalnemu, serialowemu biznesmenowi, spragnionemu domowego ogniska, że pięknie gotuję i wyglądam, dbam o rośliny doniczkowe, oraz jestem czuła dla pasierba. O, nie, mój Ksawery musiał być biznesmenem-filozofem, który sobie wymyślił, że aby spełnić ambicje moje i jego, muszę zostać bestsellerową pisarką. Och, psiamać”.  No, właśnie. Miesiąc temu bohaterka „Całej zawartości damskiej torebki” wskoczyła w nowy-stary związek – fakt, że z wielkiej miłości, ale za to kompletnie bez głowy – i teraz oboje z Ksawerym muszą mozolnie uczyć się od podstaw znaczenia słowa „my”. W Krakowie trwa złota jesień, wydaje się, że wszyscy przyjaciele dookoła są w ciąży, w melancholijnej dzielnicy Salwator pojawia się pewna tajemnicza Czarodziejka, Ksawery pisze na gwałt doktorat, a Agnieszka wciąż uporczywie nie ma pracy z etatem i ZUS-em. W dodatku wbrew wszelkiej logice grozi jej, że za chwilę bezgranicznie zakocha się w facecie sporo młodszym od siebie.

Nota wydawcy